środa, 1 kwietnia 2015

Zalewanie ław fundamentowych

W gotowości zbrojenia i szalunku zaczaiła się tzw. grucha:


 czyli beton jedzie, ekipa w gotowości.
Beton przyjechał prawie punktualnie... zanim przystąpiliśmy do lania panowie kierowcy zarządzili kilkuminutową przerwę bo właśnie w samochodowym radiu podawano wiadomości o konwoju humanitarnym na Ukrainę... takie tam przeplatanie naszego miejsca na Ziemi z sytuacją międzynarodową. Lejemy:


Pan operator - władca węża na widok naszego szalunku wyraził swe zdanie: "To wytrzyma?". Na szczęście nasza wiara okazała się silniejsza od sił rozporowych betonu.
My tu sobie zalewamy a tymczasem jak widać na powyższym zdjęciu jeden z kierowców przymierza się do skoku wzwyż przez cztery poprzeczki - takie urozmaicenie rutyny w pracy.

Zalewanie przebiegło oczywiście bezproblemowo, to co miało wytrzymać - wytrzymało. Ogólnie mile zostaliśmy rozczarowani - zalewanie ław nie takie straszne jak się wydawało. Obliczenia ilości potrzebnego betonu wypadły znakomicie... tzn. w trakcie zalewania zwątpiliśmy w wyliczenia w związku z czym wzbogaciliśmy beton w ławach okolicznymi kamieniami... w związku z czym na koniec zostaliśmy z 1m3 betonowego nadmiaru.

Po kilku dniach przystąpiliśmy do demontażu szalunku i oto efekt - fundament, podstawa naszego domu, początek całej reszty, tu wszystko się zaczyna, czyli po prostu - nasz żelbet:


wtorek, 31 marca 2015

Zbrojenie

Po zakończeniu prac pana koparkowego ręcznie (czyli szpadlowo i łopatowo) wyrównaliśmy co nieco, podsypaliśmy kilka centymetrów piasku, zagęściliśmy go (w sensie ubiliśmy) - teren przygotowany czas na zbrojenia się.
Zbrojenie, czyli dla niewtajemniczonych nie chodzi o aktualną sytuację na wschodzie ale o zwykłe pręty metalowe (zgodnie z projektem fi6, czyli 6mm średnicy, gładkie - na strzemiona).... no i również o niezwykłe, bo żebrowane (fi12).
Zbrojenie również wykonaliśmy (wyginanie, przycinanie) bardzo we własnym zakresie. Miejscowy sklep budowlany miał do zaoferowania w tej kwestii maszynkę do gięcia prętów za około 110zł, więc kupiliśmy 5 sztuk wielkich gwoździ (chyba fi 10) za jakieś grosze, z miejskiego śmietnika wypatrzyliśmy i przytargaliśmy biurko (a jak, jak budowa to biuro musi być ;) ), w blacie biurka wywierciliśmy dziury na gwoździe. Dziury miały rozstaw prętów fi12 w ławie fundamentowej, czyli kwadrat o boku chyba 25cm i jeden gwóźdź "początkowy" w środku kwadrata niedaleko jednego z kątów. Wyposażeni w tak specjalistyczne narzędzie powyginaliśmy pręty na strzemiona.... aaa jeszcze jedno ważne narzędzie - rurka metalowa długości około 1m i przekroju takim żeby pręt w nią z luzem wlazł i git. Nie wiem czy jest jasne jak to wszystko wyglądało i działało ... niestety nie mogę teraz znaleźć zdjęć z tamtego czasu... ale jakby co to mogę poszukać bardziej.
Prawie równie ważną rzeczą jak zbrojenie ław fundamentowych jest ich szalunek, czyli coś co nie pozwoli uciec świeżo wlanemu betonowi w pole. Tu ze względu na wszędobylskie oszczędności zastosowaliśmy końcówki płyt osb, jakieś tam paliki co były na stanie (chyba nadmiar przekładek do drewna) i kołki pozyskane z lasu obok (full legal). Z grubsza przygotowane do zalania betonem zbrojenie z szalunkiem wyglądało tak:

Ostatnie poprawki... tu tam z kopa w zbrojenie i jesteśmy gotowi na beton.

czwartek, 26 lutego 2015

Reanimacja bloga

Od lipca upłynęło sporo czasu... blog trochę się zatrzymał... głównie (i paradoksalnie) w związku z budową.
Stan na dziś.... :) ujawnię za jakiś czas, teraz tylko tyle że jeszcze bardzo dużo przed nami.
Teraz mróz na dworze (a dachu jeszcze nie ma) więc jest trochę czasu na pisanie. W najbliższych dniach postaram się w wielkim skrócie, systematycznie przedstawić nasze postępy i zmagania.

Dziś wróćmy do lipca... pogoda była przyjemniejsza niż dziś. W połowie lipca - jak wcześniej zapowiedziano - pan koparkowy zrobił co trzeba. Nie było tego dużo, szybko poszło ale ręcznie byłoby fatalnie - na trasie naszych fundamentów stanęło kilka wielkich kamieni. Nowym doświadczeniem jest dla nas przygotowanie terenu do prac koparkowych - obrys fundamentów posypuję się wapnem, żeby pan koparkowy nie miał wątpliwości gdzie co ma być. Po wyznaczeniu wapnem linii kopania miejsce budowy na krótką chwilę wyglądało jak boisko do niewiadomoczego:


Równocześnie z nadejściem dołów pod ławy fundamentowe nastąpiło wpięcie się pod miejscowy wodociąg, czyli mamy wodę!!! :). Jakby nie patrzeć to duży postęp w budowie.

niedziela, 13 lipca 2014

Drewno

Coraz intensywniej się robi na budowie (lub w sprawach okołobudowy) - stąd częstotliwość umieszczania postów drastycznie spada.
Około dwa tygodnie temu dojechało do nas drewno na konstrukcje - 23m3. Dojechało z daleka (50km) ze względu na cenę. Dojechało wywrotką i tak też zostało rozładowane... mieliśmy wiele obaw o to ile z naszego drewna zostanie w pożądanych kawałkach po rozładunku-kiprunku ale okazało się, że bardzo dobrze wyszła ta operacja - ucierpiała nieznacznie jedna podwalina (łatwo będzie naprawić tę stratę) i jeden inny element - chyba słup (nie mieliśmy jeszcze czasu wniknąć kim jest pęknięty belek).
A oto zdjęcia z tej akcji (osoby o słabych nerwach niech nie odchodzą od monitorów - kończy się hepiendem i z morałem - "czasem warto zaryzykować to się człowiek nie narobi" ;) ):





  Aktualnie drewno leży ułożone obok i czeka cierpliwie na impregnacje, heblowanie i orientowanie się kto jest kim.
Plan na najbliższy tydzień:
- w środę pan koparkowy rozkopuje odcinek wodociąg - docelowe miejsce qrnej-chaty, rozkopuje także miejsca pod ławy fundamentowe ale jak się okazało ze spotkania projekt - rzeczywistość wystarczy tylko z jednego dłuższego boku wykopać 50cm, ponieważ reszta jest prawie na właściwym poziomie,
- dokończyć w końcu wychodek (papa na dach, i ława siedząco-wypełniająca,
- zamówić stal (a jak szybko przyjedzie to coś tam pociąć, pokręcić),
- podjąć pierwsze kroki z użyczonym prądem od sąsiada - uruchomić hebel :).
- zorganizować podłączenie wody,
- w związku z podłączeniem wody zorganizować chociaż minimalne warunki do życia (prysznic po dniu pracy) .

Jak z grubsza się zrealizuje to będzie dobrze.

Z zaistniałych zjawisk bardzo pozytywnych:
- pojawiają się na horyzoncie ludzie dobrej woli - mamy już dwie poważne propozycje pomocy na sierpień i jedną poważną już na lipiec, i jedną mniej zdecydowaną ale to też coś :). Bardzo nas to cieszy a jeszcze bardziej buduje (w sensie dosłownym i tym drugim).

wtorek, 17 czerwca 2014

Szkielet - akt drugi.

Jak już wspomniano w poprzednich postach drewno zamówione... ale na jakiej podstawie?
Podstawę do zestawienia stanowił taki oto model:


Jak wiadomo model jest wciąż wirtualny, więc znawców tematu zapraszam do konstruktywnej krytyki - teraz jest jeszcze na to czas, po urzeczywistnieniu wyżej widzianego rysunku będzie już tylko tak jak będzie... czyli dobrze :).

Aktualności:
- czekamy na prąd,
- czekamy na jedną z podstaw obecnej polskiej budowy - garaż-blaszak. Długo myśleliśmy nad garażem-drewniakiem ale blaszak wygrał na płaszczyźnie mobilności i zabezpieczeń antyludzkich (miejmy nadzieje że się nie przydadzą), cenowo w porównaniu z drewniakiem też nie wygląda źle a uwzględniając koszt robocizny (naszej w przypadku drewniaka ale jednak to też robocizna) to blaszak wysuwa się raczej na prowadzenie.

środa, 11 czerwca 2014

warzywniak

A teraz kobiecy punkt widzenia: w międzyczasie, czyli w ciągu ostatnich 3 miesięcy stałam się.....ogrodniczką...hmm ...niepoważnie to brzmi (a ja poważną osobą jestem - w końcu matka trójki dzieci)... więc może ogrodnicą?
Nasz warzywniak wygląda ...imponująco, tzn. ja jestem z niego zadowolona i dumna.....a byli tacy , co nie wróżyli sukcesów w tym temacie...ale sukcesy są niewątpliwe i tego się trzymajmy:)
Obserwacja tego, co się posadziło cieszy, fascynuje...a w końcu smakuje....tak, tak - spożywaliśmy już pierwsze owoce (a właściwie warzywa) rąk naszych, a mianowicie:
-rzodkiewkę ( tu polecam również pesto z liści rzodkiewki -podobno silnie działające antyrakowo, a poza tym dobre jest, znaczy się smaczne)
-sałatę zieloną chyba masłową (w kolejce rośnie lodowa i jakaś taka czerwonawa, wyglądająca jak rukola (a może to rukola?)
-buraczki raz jadł Antek w papce zwanej zupką
...no i koperek wybujał i też się już nadaje do spożycia, co też czynimy
Dodam, że to mój pierwszy warzywniak w życiu i jest to dla mnie zaskakująco duża przyjemność i satysfakcja też....


W sumie ten warzywniak jest możliwe dzięki jednej osobie, która na czas zajmowania się roślinkami obejmuje pieczę nad naszym potomstwem, i tej osobie na łamach tego bloga w tym momencie serdecznie dziękuję :)
Magda

sobota, 7 czerwca 2014

Geodeta.

Kilka dni temu naszą działkę nawiedził człowiek (a dokładniej trzech człowieków) od podziału ziemi ( Geo – Ziemia, Daiso – będę dzielił) i podzielił działkę na część na której będzie działka i część gdzie zostanie pokryta domem. Wynik podziału wygląda tak:
Wrażenia po wizycie geodety:
- ale szybko,
- poziom wg oka jest zdecydowanie inny niż poziom wg niwelatora.

Z działań na dziś:
- drewno zamówione - się kroi w tartaku,
- okoliczny rynek budowlany poznany jeszcze bardziej,
- prąd na działkę zbliża się wielkimi krokami (po wielkich zawirowaniach),
- gdy tylko pojawi się prąd - pojawi się lawina zadań, wszystko ruszy, koła w ruch para buch a nie jak dotychczas "powoli i ociężale".