czwartek, 23 kwietnia 2015

Jesień, zima - pracy ni ma.

Z końcem października a początkiem listopada pogoda i okoliczności zaczęły wyhamowywać postępy prac i długość dnia.... ale ale ... nie tak łatwo całkowicie zatrzymać zdeterminowanych.
Jesienią fundament został docieplony - głównie przez tatę-teścia, więc nie będziemy tu udawać że się znamy na robocie. Prawie efekt wyglądał tak:


Przy okazji zdjęcie doskonale ilustruje aurę nieletnią.
Do wyżej zamieszczonego obrazka przed zimą dorobiliśmy jeszcze rury kanalizacyjne, wypełnienie wnętrza piachem i zalanie tego piachu tzw. chudziakiem, czyli betonem co jest tańszy niż ten na ławy. Taki stan zastała zima... ale żeby nie było tak sielankowo (że niby zamknęliśmy pewien etap budowy i teraz grzejemy się przy kominku) to należy wspomnieć o tym że w tle tych wszystkich prac i czekania na wiosnę walczymy z ponad 20m3 drewna na konstrukcje. Walka ta polegała na:
- cięciu na wymiar
- struganiu i/lub szlifowaniu elementów, które będą widoczne we wnętrzu,
- wycinaniu przeróżnych połączeń,
- konserwowaniu (tu po wielu konsultacjach i przemyśleniach wybraliśmy jednak trochę chemii w postaci bezbarwnego koncentratu Vidaron).
Dla tych co troszkę się obawiają samodzielnej budowy warto wspomnieć, że powyższe czynności (w tym użycie większości narzędzi) często były dla nas pierwszymi doświadczeniami, tak więc bez obaw - wszystkiego można się nauczyć.
Tym postem praktycznie kończymy nadrabianie zaległości w pisaniu, następny post będzie prawie o teraźniejszości, a na pewno o wiośnie.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Jak żeśmy się murarzami stali

Z początkiem września na gotowe ławy fundamentowe położyliśmy dwarazypapenalepiku, czyli beton wysmarowaliśmy czarnym mazidłem do betonu, na to położyliśmy warstwę papy, na to warstwa czarnego mazidła (tym razem z przeznaczenia i zastosowania do lepienia papa na papie) i na to druga warstwa papy. Lepiki jakoś tak super nie posklejały tych pap (papów?) ale to chyba nie o to chodzi w tym wszystkim... a bo tak w ogóle to powyższy zabieg zwie się izolacją poziomą. Chyba z racji na niedoskonałość lepienia lepików wolontariuszka Małgorzata P. słusznie spostrzegła iż zasadniczo dom po wybudowaniu będzie można podnieść i przenieść w inne miejsce. Czemu o tym wcześniej nie pomyślałem... w świetle prawa budowlanego nie byłaby to budowla trwale połączona z gruntem.
Tak przygotowane ławy z dwarazypapąnalepiku należy pokryć bloczkami z betonu. Pokrywanie zostało zaczęte przez mego ojca chrzestnego Marka D. (z zawodu murarza). Ojciec chrzestny murując rogi (w sensie narożniki) naszego fundamentu wytłumaczył w pigułce tajniki murowania, czyli co jest pionem a co poziomem i dlaczego tak ma zostać, jak zrobić zaprawę co nas przeżyje, no i w końcu jak tę wiedzę wykorzystać w pracy z bloczkami.


Z takimi rogami pozostaliśmy sami sobie i tak właśnie staliśmy się murarzami własnego domu. Na szczęście w tym etapie pojawiły się trzy pary pomocnych rąk i pies, czyli w sumie dziesięć rąk (nie licząc łap). Dziesięć rąk szybciej muruje niż cztery.
Z niespodzianek w trakcie murowania - jedna z ław poprzecznych nie wylała się dokładnie tam gdzie powinna, w związku z czym ścianę biegnącą po niej musieliśmy postawić lekko nierównolegle w stosunku do reszty... ale bez obaw te 6cm przesunięcia nie zaważy na dalszych etapach.
Nasze pierwsze ściany fundamentowe wyglądają tak:


Zanim posypią się pytania o piwnice itp. odpowiadam: piwnicy nie będzie; tak, cały środek zasypiemy piachem; wiemy że piwnica jest fajna ale to koszt kilku tysięcy zł materiału i ileś tam robocizny a my mamy co robić a kilka tysięcy się jeszcze przyda. W przyszłości może jakaś ziemianka się zdarzy.
Wylezienie z gruntu to etap na którym poczucie sprawczości wzrasta, duma rozpiera, serce roście, a ręce są szorstkie od częstego kontaktu z betonem i cementem.

środa, 1 kwietnia 2015

Zalewanie ław fundamentowych

W gotowości zbrojenia i szalunku zaczaiła się tzw. grucha:


 czyli beton jedzie, ekipa w gotowości.
Beton przyjechał prawie punktualnie... zanim przystąpiliśmy do lania panowie kierowcy zarządzili kilkuminutową przerwę bo właśnie w samochodowym radiu podawano wiadomości o konwoju humanitarnym na Ukrainę... takie tam przeplatanie naszego miejsca na Ziemi z sytuacją międzynarodową. Lejemy:


Pan operator - władca węża na widok naszego szalunku wyraził swe zdanie: "To wytrzyma?". Na szczęście nasza wiara okazała się silniejsza od sił rozporowych betonu.
My tu sobie zalewamy a tymczasem jak widać na powyższym zdjęciu jeden z kierowców przymierza się do skoku wzwyż przez cztery poprzeczki - takie urozmaicenie rutyny w pracy.

Zalewanie przebiegło oczywiście bezproblemowo, to co miało wytrzymać - wytrzymało. Ogólnie mile zostaliśmy rozczarowani - zalewanie ław nie takie straszne jak się wydawało. Obliczenia ilości potrzebnego betonu wypadły znakomicie... tzn. w trakcie zalewania zwątpiliśmy w wyliczenia w związku z czym wzbogaciliśmy beton w ławach okolicznymi kamieniami... w związku z czym na koniec zostaliśmy z 1m3 betonowego nadmiaru.

Po kilku dniach przystąpiliśmy do demontażu szalunku i oto efekt - fundament, podstawa naszego domu, początek całej reszty, tu wszystko się zaczyna, czyli po prostu - nasz żelbet:


wtorek, 31 marca 2015

Zbrojenie

Po zakończeniu prac pana koparkowego ręcznie (czyli szpadlowo i łopatowo) wyrównaliśmy co nieco, podsypaliśmy kilka centymetrów piasku, zagęściliśmy go (w sensie ubiliśmy) - teren przygotowany czas na zbrojenia się.
Zbrojenie, czyli dla niewtajemniczonych nie chodzi o aktualną sytuację na wschodzie ale o zwykłe pręty metalowe (zgodnie z projektem fi6, czyli 6mm średnicy, gładkie - na strzemiona).... no i również o niezwykłe, bo żebrowane (fi12).
Zbrojenie również wykonaliśmy (wyginanie, przycinanie) bardzo we własnym zakresie. Miejscowy sklep budowlany miał do zaoferowania w tej kwestii maszynkę do gięcia prętów za około 110zł, więc kupiliśmy 5 sztuk wielkich gwoździ (chyba fi 10) za jakieś grosze, z miejskiego śmietnika wypatrzyliśmy i przytargaliśmy biurko (a jak, jak budowa to biuro musi być ;) ), w blacie biurka wywierciliśmy dziury na gwoździe. Dziury miały rozstaw prętów fi12 w ławie fundamentowej, czyli kwadrat o boku chyba 25cm i jeden gwóźdź "początkowy" w środku kwadrata niedaleko jednego z kątów. Wyposażeni w tak specjalistyczne narzędzie powyginaliśmy pręty na strzemiona.... aaa jeszcze jedno ważne narzędzie - rurka metalowa długości około 1m i przekroju takim żeby pręt w nią z luzem wlazł i git. Nie wiem czy jest jasne jak to wszystko wyglądało i działało ... niestety nie mogę teraz znaleźć zdjęć z tamtego czasu... ale jakby co to mogę poszukać bardziej.
Prawie równie ważną rzeczą jak zbrojenie ław fundamentowych jest ich szalunek, czyli coś co nie pozwoli uciec świeżo wlanemu betonowi w pole. Tu ze względu na wszędobylskie oszczędności zastosowaliśmy końcówki płyt osb, jakieś tam paliki co były na stanie (chyba nadmiar przekładek do drewna) i kołki pozyskane z lasu obok (full legal). Z grubsza przygotowane do zalania betonem zbrojenie z szalunkiem wyglądało tak:

Ostatnie poprawki... tu tam z kopa w zbrojenie i jesteśmy gotowi na beton.

czwartek, 26 lutego 2015

Reanimacja bloga

Od lipca upłynęło sporo czasu... blog trochę się zatrzymał... głównie (i paradoksalnie) w związku z budową.
Stan na dziś.... :) ujawnię za jakiś czas, teraz tylko tyle że jeszcze bardzo dużo przed nami.
Teraz mróz na dworze (a dachu jeszcze nie ma) więc jest trochę czasu na pisanie. W najbliższych dniach postaram się w wielkim skrócie, systematycznie przedstawić nasze postępy i zmagania.

Dziś wróćmy do lipca... pogoda była przyjemniejsza niż dziś. W połowie lipca - jak wcześniej zapowiedziano - pan koparkowy zrobił co trzeba. Nie było tego dużo, szybko poszło ale ręcznie byłoby fatalnie - na trasie naszych fundamentów stanęło kilka wielkich kamieni. Nowym doświadczeniem jest dla nas przygotowanie terenu do prac koparkowych - obrys fundamentów posypuję się wapnem, żeby pan koparkowy nie miał wątpliwości gdzie co ma być. Po wyznaczeniu wapnem linii kopania miejsce budowy na krótką chwilę wyglądało jak boisko do niewiadomoczego:


Równocześnie z nadejściem dołów pod ławy fundamentowe nastąpiło wpięcie się pod miejscowy wodociąg, czyli mamy wodę!!! :). Jakby nie patrzeć to duży postęp w budowie.

niedziela, 13 lipca 2014

Drewno

Coraz intensywniej się robi na budowie (lub w sprawach okołobudowy) - stąd częstotliwość umieszczania postów drastycznie spada.
Około dwa tygodnie temu dojechało do nas drewno na konstrukcje - 23m3. Dojechało z daleka (50km) ze względu na cenę. Dojechało wywrotką i tak też zostało rozładowane... mieliśmy wiele obaw o to ile z naszego drewna zostanie w pożądanych kawałkach po rozładunku-kiprunku ale okazało się, że bardzo dobrze wyszła ta operacja - ucierpiała nieznacznie jedna podwalina (łatwo będzie naprawić tę stratę) i jeden inny element - chyba słup (nie mieliśmy jeszcze czasu wniknąć kim jest pęknięty belek).
A oto zdjęcia z tej akcji (osoby o słabych nerwach niech nie odchodzą od monitorów - kończy się hepiendem i z morałem - "czasem warto zaryzykować to się człowiek nie narobi" ;) ):





  Aktualnie drewno leży ułożone obok i czeka cierpliwie na impregnacje, heblowanie i orientowanie się kto jest kim.
Plan na najbliższy tydzień:
- w środę pan koparkowy rozkopuje odcinek wodociąg - docelowe miejsce qrnej-chaty, rozkopuje także miejsca pod ławy fundamentowe ale jak się okazało ze spotkania projekt - rzeczywistość wystarczy tylko z jednego dłuższego boku wykopać 50cm, ponieważ reszta jest prawie na właściwym poziomie,
- dokończyć w końcu wychodek (papa na dach, i ława siedząco-wypełniająca,
- zamówić stal (a jak szybko przyjedzie to coś tam pociąć, pokręcić),
- podjąć pierwsze kroki z użyczonym prądem od sąsiada - uruchomić hebel :).
- zorganizować podłączenie wody,
- w związku z podłączeniem wody zorganizować chociaż minimalne warunki do życia (prysznic po dniu pracy) .

Jak z grubsza się zrealizuje to będzie dobrze.

Z zaistniałych zjawisk bardzo pozytywnych:
- pojawiają się na horyzoncie ludzie dobrej woli - mamy już dwie poważne propozycje pomocy na sierpień i jedną poważną już na lipiec, i jedną mniej zdecydowaną ale to też coś :). Bardzo nas to cieszy a jeszcze bardziej buduje (w sensie dosłownym i tym drugim).

wtorek, 17 czerwca 2014

Szkielet - akt drugi.

Jak już wspomniano w poprzednich postach drewno zamówione... ale na jakiej podstawie?
Podstawę do zestawienia stanowił taki oto model:


Jak wiadomo model jest wciąż wirtualny, więc znawców tematu zapraszam do konstruktywnej krytyki - teraz jest jeszcze na to czas, po urzeczywistnieniu wyżej widzianego rysunku będzie już tylko tak jak będzie... czyli dobrze :).

Aktualności:
- czekamy na prąd,
- czekamy na jedną z podstaw obecnej polskiej budowy - garaż-blaszak. Długo myśleliśmy nad garażem-drewniakiem ale blaszak wygrał na płaszczyźnie mobilności i zabezpieczeń antyludzkich (miejmy nadzieje że się nie przydadzą), cenowo w porównaniu z drewniakiem też nie wygląda źle a uwzględniając koszt robocizny (naszej w przypadku drewniaka ale jednak to też robocizna) to blaszak wysuwa się raczej na prowadzenie.

środa, 11 czerwca 2014

warzywniak

A teraz kobiecy punkt widzenia: w międzyczasie, czyli w ciągu ostatnich 3 miesięcy stałam się.....ogrodniczką...hmm ...niepoważnie to brzmi (a ja poważną osobą jestem - w końcu matka trójki dzieci)... więc może ogrodnicą?
Nasz warzywniak wygląda ...imponująco, tzn. ja jestem z niego zadowolona i dumna.....a byli tacy , co nie wróżyli sukcesów w tym temacie...ale sukcesy są niewątpliwe i tego się trzymajmy:)
Obserwacja tego, co się posadziło cieszy, fascynuje...a w końcu smakuje....tak, tak - spożywaliśmy już pierwsze owoce (a właściwie warzywa) rąk naszych, a mianowicie:
-rzodkiewkę ( tu polecam również pesto z liści rzodkiewki -podobno silnie działające antyrakowo, a poza tym dobre jest, znaczy się smaczne)
-sałatę zieloną chyba masłową (w kolejce rośnie lodowa i jakaś taka czerwonawa, wyglądająca jak rukola (a może to rukola?)
-buraczki raz jadł Antek w papce zwanej zupką
...no i koperek wybujał i też się już nadaje do spożycia, co też czynimy
Dodam, że to mój pierwszy warzywniak w życiu i jest to dla mnie zaskakująco duża przyjemność i satysfakcja też....


W sumie ten warzywniak jest możliwe dzięki jednej osobie, która na czas zajmowania się roślinkami obejmuje pieczę nad naszym potomstwem, i tej osobie na łamach tego bloga w tym momencie serdecznie dziękuję :)
Magda

sobota, 7 czerwca 2014

Geodeta.

Kilka dni temu naszą działkę nawiedził człowiek (a dokładniej trzech człowieków) od podziału ziemi ( Geo – Ziemia, Daiso – będę dzielił) i podzielił działkę na część na której będzie działka i część gdzie zostanie pokryta domem. Wynik podziału wygląda tak:
Wrażenia po wizycie geodety:
- ale szybko,
- poziom wg oka jest zdecydowanie inny niż poziom wg niwelatora.

Z działań na dziś:
- drewno zamówione - się kroi w tartaku,
- okoliczny rynek budowlany poznany jeszcze bardziej,
- prąd na działkę zbliża się wielkimi krokami (po wielkich zawirowaniach),
- gdy tylko pojawi się prąd - pojawi się lawina zadań, wszystko ruszy, koła w ruch para buch a nie jak dotychczas "powoli i ociężale".

piątek, 30 maja 2014

Szpadel węgielny

Wbito pierwszy szpadel w kierunku miejsca gdzie będzie fundament, czyli dokładnie wgłąb.... a później zamówiono wielką szufle i 100 koni mechanicznych.
Moc koni wywarła na nas takie wrażenie - że nie zdążyliśmy ich sfotografować. W dwie godziny wielka szufla zebrała tzw. humus, czyli tzw. warstwę orną, a jak dla mnie to najbardziej ludzką część ziemi - dalej (głębiej) zaczyna się ziemia prawdopodobnie przez nikogo nigdy nie widziana... czyli zostaliśmy odkrywcami.
Poniżej widok naszego miejsca do życia na dzień wczorajszy:

Druga rzecz - ręcznie (czyli szpadlem) dokopano się do wody... woda na naszej działce występuje na głębokości 1,8 metra, teraz rozpatrujemy komu zlecić wwiercenie się w ten wodociąg. Przy okazji poznaliśmy przekrój - wspomniany ludzki humus, piasek, glina i poniżej 1,5m bardzo czysty piasek plażowy. Nawet najbardziej zmechanizowanym lub odwrotnie zubożałym inwestorom proponuję przekopać się ręcznie na 1,8 m w celu zaprzyjaźnienia się z miejscem i poznania go chociaż w tak małym wycinku, czyli jak z człowiekiem - jak zamierzasz z kimś/czymś (w sensie miejsca-ziemi) żyć to warto się zaprzyjaźnić i poznać chociaż wycinek głębi ;).

Trzecia rzecz - zapoznaliśmy się z okolicznymi składami budowlanymi. Warto - ceny wbrew pozorom potrafią się różnić znacznie nawet w dwóch punktach tego samego właściciela. Zapoznaliśmy się także z okolicznymi tartakami - w związku z czym nie skorzystamy z nich, taniej jest 50km dalej - tak więc czasami sięgaj tam gdzie wzrok nie sięga.

poniedziałek, 19 maja 2014

Pozwolenie

Stało się - starostwo pozwoliło nam wybudować na swojej działce dom za swoje pieniądze swoimi siłami, czyli mamy pozwolenie na budowę..... jest to też znak- sygnał dla ewentualnych wolontariuszy, przyjaciół, ludzi dobrej woli .... że czas się szykować :).

niedziela, 4 maja 2014

Szkielet - akt pierwszy.

W oczekiwaniu na pozwolenie na budowę załatwiamy nasze "prywatne" sprawy, czyli ciśniemy pracę zawodowo-zarobkowe co by po pozwoleniu mieć czas na Chatę.
W tak zwanym między czasie wnikamy także w to co właściwie trza zbudować, efektem czego jest miedzy wieloma innymi szkielet domu (na razie niestety tylko wirtualny):

Jest to nasza interpretacja szkieletu - jeszcze przed konsultacją z projektantem, więc nie należy zbytnio wnikać w szczegóły... ale z grubsza tak to będzie wyglądać.

A z dylematów:
- zastanawiamy się nad zmianą pełnego deskowania dachu z papą na płyty wełny drzewnej Steico lub jakiejś innej firmy. Mały wybór jest na rynku, więc kto wie czy po wybudowaniu się nie zaczniemy myśleć nad maszynką do robienia wełny drzewnej ;). Wełna drzewna jest oczywiście droższa ale bardzo zachęcająca swą prostotą, akumulacją ciepła i brakiem konieczności użycia wszelakiego rodzaju foli.
- zawzięcie drążymy temat przydomowej oczyszczalni ścieków, opcji jest wiele, szukamy ekonomicznej... ale nie chcemy za bardzo po bandzie. Ma to być w miarę bezobsługowe - mamy spadek na działce i nie zawahamy się go użyć, w związku z czym odpadają przepompownie. Mamy sporo działki więc nie przerażają nas systemy potrzebujące trochę przestrzeni.... konkretnego rozwiązania na razie brak.
- co ma nam posłużyć do mieszania tynków glinianych (w tym z sieczką) i wapiennych i gliny na posadzki?

Jeżeli ktoś czuje się na siłach w doradztwie w ww kwestiach to jest to ten moment kiedy należałoby zabrać głos :).

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Terez oznaczony

Udało się, ostatnie słupki ogrodzeniowe wkopane, siatka jeszcze leży ale niebawem powinna stanąć na równe nogi. Ten etap przygotowawczy trochę się przedłużył z racji szybkiej zmiany decyzji ogrodzenia prawie całego 0,5 hektara.
Poniżej zdjęcie naszej młodej i totalnie niewykwalifikowanej ekipy. Jak widać ekipa chwyciła byka za rogi (a raczej psa za szyje) i kończy ostatnie dołki podsłupkowe.
Z tematów papierowo-systemowych: projekt leży chyba od dwóch tygodni w starostwie, więc żyjemy nadzieją że jest już dość dojrzały i niebawem wyda owoc w postaci pozwolenia na budowę.
Z ciekawostek-pozytywów przed złożeniem projektu: dostawca energii zgodził się wstępnie na montaż skrzynki elektrycznej (zarówno tej z prądem budowlanym jak i tym późniejszym-domowym.... swoją drogą: nie mogę doczekać się doświadczenia różnicy w użytkowaniu prądu bud. a domowego... czyżby na budowlanym narzędzia działały lepiej niż na domowym? szkoda, bo później też zamierzam korzystać z narzędzi) na słupie (czyli 3metry od domu) a później tuż obok domu co jest dla nas znaczące, obawialiśmy się że "ustawo" prąd domowy zostanie umieszczony na granicy działki... czyli jakieś 55m od domu. Podsumowując: dzięki logicznej decyzji prądodawcy odpada nam 55m kopania i 55m kabla.

Mamy pierwsze dary:
- trochę środków cegieł czerwonych, czyli idealnie proste prostopadłościany wytworzone po odcięciu boków standardowej cegły czerwonej. Nie wiemy jeszcze do czego nam dokładnie posłużą ale na pewno staną się częścią naszej chaty.... może jako kawałek posadzki albo część pieca - czas pokaże.
- szafka metalowa - bez pomysłu na konkretne przeznaczenie - czas pokaże.
Darczyńcom Dziękujemy :).

poniedziałek, 17 marca 2014

Z ostatniej chwili

Z ostatniej chwili:
Właśnie kupiliśmy siatkę ogrodzeniową (na dole oczka większe, coby dziecko nie przelazło, a ku górze większe - wiadomo dzieci większe przełazić już nie będą próbować).
Warzywo w doniczkach wzeszło (nawet to, które uprzednio na podłogę się wysypało - zebrałam z powrotem, podlałam i wyrosło - jakaś mieszanka wszystkiego - zobaczymy co będzie).
Nawiedziliśmy w minioną sobotę domostwo zbudowane w technologii słomiano-glinianej. Dzień był wietrzny niesłychanie, pracy fizycznej na powietrzu niesprzyjający, więc postanowiliśmy spożytkować go na wycieczkę edukacyjną. Wrażenia ogólne  dobre, gospodarz ogólnie zadowolony (z domu oczywiście). Dom wygląda dość normalnie, słoma nigdzie nie wystaje (ani ze ścian, ani z butów). Wilgotność w środku 53%, dom ciepły, ekonomiczny, przyjazny - czego więcej chcieć (my więcej nie chcemy). Zdjęć żadnych nie zrobiliśmy, więc nie opublikuję (ja zresztą czasu na zdjęcia nie miałam , bo musiałam gonić Martę  uciekającą do jeziora).
 Magda

Kwoli edukacji zamieszczam ciekawy link do wywiadu dotyczący budownictwa naturalnego oczywiście
https://www.youtube.com/watch?v=7FrDYHFLXRE

poniedziałek, 10 marca 2014

urlop macierzyński

Pewnie niektórzy zastanawiają się jak wygląda budowa domu (tudzież przygotowania do tejże) z trójką małych dzieci?
Tak, tak - słusznie się domyślacie: mężczyzna buduje, kobieta się opiekuje. Ja jestem tą kobietą właśnie - M
atka Polką pełną gębą. Trójeczka niesfornego potomstwa sprawia, że poziom podzielności uwagi, wytrzymałości a także twórczej pomysłowości wzrasta...
Potrzeba matką wynalazku i tak:
-umiem już wyjść na spacer z trzy i pół latkiem, dwulatkiem i półrocznym dzieckiem jednocześnie, a nawet zrobić przy tym zakupy;
-potrafię wracając ze spaceru donieść do mieszkania na drugim piętrze (bez windy ) dwoje śpiących dzieci, które podczas wyjścia zasnęły (na szczęście najstarsze w trakcie spaceru nigdy nie zasypia)
-radzę sobie z sytuacją, kiedy wchodząc na drugie piętro z dziećmi  (na ręku dziecko półroczne, za rękę prowadzone dziecko dwuletnie)  gaśnie światło na półpiętrze ...
-opracowałam też system samodzielnego (bezstresowego) usypiania trójki dzieci, co jeszcze niedawno wydawało mi się niemożliwe...

...tak więc nowo zaistniała sytuacja jest dla mnie szalenie rozwijająca i polecam gorąco każdemu :)

...ostatnio zasadziłam z Leną nasiona warzyw do doniczek (coby ewentualni wolontariusze mogli zdrowo pojeść przed , po i w trakcie wolontariackiej na naszym pół-hektarze). Wszystko oczywiście bio i eko jak Pan Bóg przykazał...coś już nawet zaczęło kiełkować, ale....dzieciom przez nieuwagę większość doniczek spadło dziś na podłogę....po chwili smuteczku ziemia z doniczek okazał się świetną piaskownicą, a doniczki foremkami do piasku...
...jutro kupię w najbliższym sklepie najtańsze nie-bio nasiona i wsadzę jeszcze raz...


Inicjatywa budowlana to sytuacja jest wyjątkowa....wysiłek jest wyjątkowy, ale cel naszych wysiłków też jest wyjątkowy - i stąd też chyba biorą się wyjątkowe siły.
Magda

sobota, 1 marca 2014

Powoli realnie...

Powoli, realnie ruszamy, tzn. projekt "się rysuje" a my korzystając z "zimy" ruszamy z pracami przygotowawczymi. Jedną z wielu prac przygotowawczych całego przedsięwzięcia jest zrobienie bazy dla ewentualnych wolontariuszy... czyli mam nadzieje że i dla Ciebie czytelniku ;). Zobacz więc czytelniku jak przebiegają prace DLA CIEBIE:
Dla nie wtajemniczonych: to coś w rękach Leny to osik, super narzędzie m.in. do korowania. Z okorowanych (czy raczej z obranych wg Leny) drzew powstanie altanko - wiata, żeby Ci drogi wolontariuszu było przyjemnie w przerwie w cieniu coś zjeść.
Uprzedzam fakty: drzewo widoczne na zdjęciu (a także każde inne którym dysponujemy) pochodzi z legalnej wycinki pielęgnacyjnej a dziecko widoczne na zdjęciu podpisało stosowne oświadczenia o pełnej świadomości popełnianych czynów, zrzekło się wszelakich roszczeń do swych opiekunów wynikających z ewentualnych skutków wykonywanych prac i nie zalega z żadnymi składkami.

Tymczasem za kilka minut wyruszam na kolejne szkolenie - tym razem warsztat budowania ze słomy.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Nie dam rady...

Spacer z Leną (lat 3,5):
Lena: Tatoooo, a ten dom to sam chcesz zbudować?
Tato: ?????? tak...
Lena: Nie dasz rady.
Tato: (o co jej chodzi??!! żeby własna córka nie wierzyła we własnego ojca?? a może ona coś wie?wtf?) No wiesz mam nadzieje że dam rade sam .... a jak nie będę dawać rady to poproszę kogoś o pomoc, zatrudnię kogoś, będę robić tak aby się udało....
Lena: Sam nie dasz rady ale ja Ci pomogę i Marta (lat 2) i Antek (lat... 0,5) i mama (lat tyle ile trzeba).

Uff, kamień z serca, Lena też w nas wierzy... tylko że jako całość.

czwartek, 13 lutego 2014

Co w Łodzi...

Warsztat budowy pieca rakietowego zaliczony :). Warto było, internetowe poradnictwo sporo wyjaśnia w kwestii budowy "rakieciaka" ale nie ma jak praktyka pod okiem praktyka - Roberta. W praktyce wyszło kilka małych ale jakże istotnych momentów budowy pieca, m.in. szczegóły docięcia i umiejscowienia beczki, kwestia izolacji pieca od podłoża lub/i ścian, izolacja paleniska wełną ceramiczną, no i najważniejsze - koncepcja rozprowadzenia ciepłego powietrza do wszystkich pomieszczeń. Miałem również obawy co do dźwięku jaki wydaje piec, od tego dźwięku pochodzi podobno jego nazwa... a kto chciałby w salonie mieć dźwięk rakiety? no ja na pewno nie, na szczęście okazało się że słynny ryk rakiety w praktyce jest przyjemnym mruczeniem rwącego płomienia.
Co do płomienia to, jak głosi przysłowie, warto upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, tak też uczyniłem: 1. nauczyłem się budowy pieca, 2. skonsultowałem z tym który się zna - Pawłem - konstrukcje naszej chaty i jej połączenie z fundamentem. Są i owoce:
Nazywając obraz po imieniu:
- konstrukcja szkieletowa - poprzednio miała być szachulcowa ale podobno szachulec zje więcej drewna, to raz, a po drugie ukośne stężenia w szachulcu są w osi co miałoby nam znacznie utrudniać montaż słomy a tu mamy odchudzone słupy i stężenia od środka chaty,
- robimy półkę na słomę - dzięki temu temu nie musimy inwestować w nadzieje, z poprzedniego postu, utrzymania tynku na 15cm słomy. w tej wersji słoma leży sobie na półce a tynk będzie (beznadziejnie?) "leżeć" na niej. to rozwiązanie dodatkowo ma właściwości antyhejterowskie - półka na słomę będzie wysunięta zdecydowanie poza fundament i zakończona kapinosem, wysunięcie to uniemożliwi włażenie w ścianę hejterowskich myszy, szczurów, kunów, bobrów i jenotów.
Qniec posta postanawia krzyk Antka.

czwartek, 6 lutego 2014

Układ ostateczny.

Dostaliśmy już tzw. wuzetkę.... miło się kojarzy, znacie kogoś kto nie lubi (ze względu na smak a nie konsekwencje spożycia) ciasta wuzetki? No ale nasza wuzetka to nie ciasto, to tzw. Warunki Zabudowy, czyli wytyczne które narzuca nam nasze Państwo (za pośrednictwem Urzędu Gminy) w sprawie wybudowania naszego domu na naszej działce za nasze pieniądze...hmm to dlaczego w ogóle Gmina ma tu cokolwiek do powiedzenia???
Ale, ale dostaliśmy upragnioną wuzetkę, więc prace projektowe czas najwyższy precyzować. W związku z czym wyszło tak, że przewróciliśmy wszystko do góry nogami... a dokładniej z lewa na prawo (nie z prawa na lewo), czyli obecny układ wygląda tak:
 Oczywiście jest to wciąż wersja robocza, wysłana do architekta i tam jeszcze konstrukcja pokaże kto ma racje. Gdzieś w centrum pojawi się jednak też komin, początkowo mieliśmy pomysł nie budowania tej wieży ale jednak już tak :).
Sprawa fundamentów została wstępnie wyjaśniona, czyli prawdopodobnie przejdzie pierwsza wersja (o której nawet nie pisałem, bo to był punkt wyjścia, punkt z którego zacząłem i do którego wróciłem. Podpisano - Syn Marnotrawny.) - ława, bloczki 24cm i konstrukcja szachulcowa z kostkami słomy w osi konstrukcji. Przy tej wersji trzeba jeszcze dorobić trochę nadziei, że 15 cm słomy wystającej z każdej strony poza konstrukcje utrzyma kilka ton tynku. Jutro będę w Łodzi (przy okazji nauki budowania pieca rakietowego) mając nadzieję, że moje decyzje zostaną przypieczętowane zdaniem praktyków co się znają też.

Piotr

środa, 29 stycznia 2014

potomstwo daje czadu, a czadu nie lubimy

Z aktualności:
Aktualnie Lena  - nasza córka najstarsza ukończyła 3,5 roku i daje czadu, a jest to wielki czad....
Na starcie  - w pierwszych czterech miesiącach Lenka dała nam "troszkę" do wiwatu... trzy lata przerwy
i znowu jest ostro....hartujemy charaktery na okoliczności wszelakie. Trzy lata temu miałam jeszcze czas, żeby przekuwać frustracje w para-artystyczne działania - a tu oto efekt frustracji i innych przemyśleń młodej matki:  http://www.youtube.com/watch?v=6-iOXq6dHfI 
Dziś już nie...ale jest ambitny plan stworzenia na strychu przestrzeni przeznaczonej na pracownię plastyczną....więc może jeszcze kiedyś rozładuję stresy w społecznie akceptowalny sposób.
A w kwestiach budowy: przeprowadzamy szeroko zakrojone konsultacje społeczne dotyczące technologii, materiałów, narzędzi itp., co w praktyce sprowadza się do tego, że jeździmy do różnych znajomych, mających coś wspólnego z budową domów i rozmawiamy, a właściwie to rozmawia Piotrek, a ja biegam za dziećmi....

Magda